Marzy i Martin Luther Kwaśniewski
Tagi: Aleksander Gudzowaty, Aleksander Kwaśniewski, Grzegorz Napieralski, Jerzy Szmajdzinski, Józef Oleksy, krętacz, Leszek Miller, Oluś, Parlament Europejski, przemówienie, rywingate, sen, SLD, superstar, Wiejska, wizerunek, Wojciech Olejniczak, wystąpienie publiczne
http://www.dziennik.pl/files/archive/00178/oleksy_178536l.jpg
SLD to najwyraźniej środowisko mówców-marzycieli. Miesiąc temu pisaliśmy o Ryszardzie Kaliszu, który – przemawiając – naśladował Martina Luthera Kinga. Tym razem jego przyjaciel i były prezydent Aleksander Kwaśniewski zabrał się za parodiowanie tego samego mówcy.
Kwaśniewski wie, że stanowi, w istocie rzeczy, wizerunkową ostoję lewicy. Wiedzą o tym zapewne także wszyscy Ci, którzy marzą o powrocie SLD do gry. Nikt nie ma już natomiast wątpliwości, że nijaki Napieralski lewicy do boju nie poprowadzi, bo się do tego zwyczajnie nie nadaje. Większe szanse miałby Olejniczak, ale został wyeksportowany do Parlamentu Europejskiego i – mimo zdarzających się mu gościnnych występów na Wiejskiej – stopniowo znika ze świadomości wyborców. Nie udała się więc budowa nowych sił partyjnych na bazie młodych, bo młodzi zdążyli się już zestarzeć a SLD nadal słabe, słabsze nawet, niż świeżo po rywingate.
Dlatego właśnie były prezydent, superstar lewicy, postanowił zabrać się za konsolidację SLD. Skoro młodzi nie pomogli, zaprosił do promowania partii starych, zaprawionych w boju, także w boju z Kwaśniewskim. Bohaterami przemówienia byli bowiem połączony z Kwaśniewskim szorstką przyjaźnią Leszek Miller, oraz Józef Oleksy, który w słynnej, nagranej rozmowie z Gudzowatym mówił o Kwaśniewskim:
Oluś zawsze był krętaczem, i to małym krętaczem. Za co się brał, zawsze spierdolił. I to zjednoczenie lewicy też spierdolił.
Najwyraźniej wszyscy odłożyli chwilowo na bok sympatie i antypatie i spoglądając prawdzie w oczy: tylko wykorzystanie znanych, rozpoznawalnych twarzy lewicy może ją uratować przed stopniowym popadaniem w niebyt polityczny i komunikacyjny. Dlatego Oleksy i Miller stali się bohaterami następującej wypowiedzi byłego prezydenta:
Miałem sen, kiedy syn marnotrawny, który odszedł wraca do rodziny.
To o Millerze, a o Oleksym:
Miałem sen, gdzie syn zbyt gadatliwy mówi znowu do rzeczy.
Sen Kwaśniewskiego zawierał też, poza odniesieniami personalnymi, wątki ogólne:
Miałem sen, w którym ludzie lewicy, niezależnie od tego jaką drogę przeszli, jak bardzo się poróżnili, są ze sobą razem.
Wracając do personaliów, było i o Szmajdzińskim:
Miałem sen, gdzie można powiedzieć, że mamy kandydata na prezydenta, człowieka, któremu ufam, którego talenty cenimy (…) świetnie do tej roli pasuje – Jerzego Szmajdzińskiego.
Dalej poziom patosu wystąpienia i euforii mówcy rósł i rósł, aż Kwaśniewski powiedział:
Powstańmy, powstańmy, powstańmy! (…) Jesteśmy gotowi i potrafimy. Wzmocnieni przez powracającego Leszka i wahającego się, ale bliskiego powrotu Józka, tym bardziej jesteśmy wzmocnieni.
Wiedząc, jakie relacje łączą byłego prezydenta z byłymi premierami – głos ów traktować należy jako krzyk rozpaczy. Jeżeli bardzo doświadczony polityk, jakim jest Kwaśniewski nie widzi dla lewicy innego koła ratunkowego poza odgrzewaniem politycznie spalonych weteranów, w SLD musi być naprawdę źle.
Poza tym kolejny przypadek naśladownictwa Kinga i wykorzystywania kaznodziejskiej konwencji przemawiania, tym razem w formie przesyconej ironią, nie robi najlepszego wrażenia. Nie tylko dlatego, że wypowiedzi Kwaśniewskiego towarzyszył charakterystyczny dla niego rubaszny uśmieszek. Także dlatego, że o swych celach politycznych mówił w kategoriach marzeń, możliwych – jego zdaniem – do spełnienia, ale marzeń, nie zadań do wykonania. Pasowało to do przemówienia Kinga, nie pasuje do wystąpienia Kwaśniewskiego, ponieważ ten ostatni mówi o codzienności konkurencji politycznej, King zaś o rewolucji polityczno-obyczajowej. Kwaśniewski przyczynił się więc do utrwalenia koncepcji odrodzenia lewicy jako przynależącej do sfery marzeń.
Parafrazując słowa Oleksego, i to zjednoczenie lewicy też … raczej nie wyjdzie.
Rafał Garpiel

Oni wszyscy mają tak fajne marzenia, że aż się cieszę, że im się nie udaje ich urzeczywistniać.
Po tym co Miller i Oleksy mają za sobą, jakie występy, jakie błędy, jakie porażki, będą raczej ciążyć ku glebie niż ciągnąć ku niebu:)
Może i jestem krętacz, ale przynajmniej nie ch.j zawięty.
W sumie trzeba przyznac Kwachowi, ze sie okazal naprawde zakochanym w lewicy politykiem, skoro osobiscie namawia do aktywnosci Oleksego i Millera. Nie sa to jego ziomki w sumie