Wirtualny świat Janusza Korwin-Mikkego
Tagi: Janusz Korwin-Mikke, JKM, rzeczywistość wirtualna, UPR, wybory prezydenckie
http://www.nczas.com/wp-content/uploads/2008/01/n1226.jpg
Notoryczny kandydat na urząd prezydenta RP i były szef Unii Polityki Realnej jest jednym z najbardziej aktywnych w internecie polskich polityków. I żywym dowodem na to, że wirtualna popularność bez realnej struktury w praktyce niewiele znaczy.
Bloga prowadzi dzisiaj (prawie) każdy polityk, dlatego na tym tle Janusz Korwin-Mikke nie wyróżniałby się, gdyby nie drobny szczegół: otóż znany liberał-monarchista blogi prowadzi dwa. Jeden dla wtajemniczonych i wyrobionych odbiorców na własnej stronie (http://korwin-mikke.pl/blog), drugi dla czytelników i dyskutantów niepoważnych, czyli – jak można domniemywać – pospólstwa. Oto bowiem na blogu prowadzonym w ramach portalu Onet.pl każdy wpis JKM to nie tylko post, ale i post scriptum. O takiej treści:
PS. Przypominam, że poważne dyskusje odbywają się (po zarejestrowaniu) na FORUM mojego portalu: http://korwin-mikke.pl, konkretnie tu:
http://korwin-mikke.pl/forum/ (proszę za każdym razem otwierać nowy temat – o tytule jak w tym wpisie)
Czytelnicy http://korwin-mikke.blog.onet.pl/ nie są więc przez autora traktowani do końca poważnie, nie znaczy to jednak, że są zaniedbywani. Korwin-Mikke codziennie produkuje pod oboma adresami niekiedy naprawdę sążniste wpisy (kilka stron znormalizowanego maszynopisu to norma), i to nieważne – świątek, piątek czy niedziela, znak wirtualnej obecności musi być. Jeśli ktoś uważa, że JKM dubluje swoje zapiski pod oboma adresami, jest w błędzie.
Nie chcemy tu w tej chwili zajmować się przeglądem treści owych wynurzeń, choć na pewno przyjdzie jeszcze na to czas, bo warto. Interesuje nas bardziej sama imponująca aktywność oraz fakt, że w tak systematyczne i obszerne zapełnianie wirtualnych łamów – niezależnie od merytorycznej jakości wpisów – ich autor wkładać musi naprawdę sporo pracy. Czy warto?
Rezultaty osiągane przez JKM w „realu”, świadczą, że niekoniecznie. I winny jest tu chyba nie tylko znienawidzony przez Korwin-Mikkego system polityczny monotonnie nazywany przez niego „d***kracją”, bo przecież poparcia i rzeczywistego wpływu nie był w stanie utrzymać nawet we własnych, konserwatywno-liberalnych szeregach.
Czy polityk zdaje sobie z tego sprawę? Na pewno, o brak bystrości oraz inteligencji, a więc i również dystansu do siebie posądzić go raczej nie można. A jednak jakby nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Może zresztą jedynie internetowa popularność mu wystarcza. To, że – chyba autentycznie – emocjonuje się wynikami wirtualnych sond i zabiega o głosy internautów, które nijak nie przekładają się na wyniki wyborcze, najwyraźniej świadczy o – mimo wszystko – nietypowym jak na „prawdziwego” polityka rozłożeniu akcentów.
Dzisiaj np. na blogu „dla wszystkich” (na tym dla „poważnych” jest o stanie wojennym) poświęca uwagę następującym „wyborom”:
W wyborach prezydenckich w 2000 roku startowałem i ja i p.Lech Wałęsa. Wygrałem z Nim wtedy. Bardzo by mnie zdziwiło, gdybym przegrał wśród internautów…
Jakby ktoś był chętny, to w dalszym ciągu można zagłosować w tej sondzie:http://wiadomosci.onet.pl/2091574,135,wybierz_polskiego_polityka_roku_2009_-_czesc_iiii,item.html
Zagłosowało na mnie 18160 internautów – DZIĘKUJĘ! Potrzeba jeszcze – powiedzmy: 840…
Potrzeba? A niby do czego?
Bardzo by mnie zdziwiło, gdybym przegrał wśród internautów…
A nas, gdyby Janusz Korwin-Mikke wygrał wśród kogokolwiek innego.
