Agent, doktor czy poseł Arłukowicz?
Tagi: "Agent", bezpartyjny, dyskutant, ekspozycja medialna, hazardgate, lewica, medialny awans, pediatra, SLD, wizerunek
http://www.radio.szczecin.pl/public/rn_pub_audycje/4669.jpg
Jeszcze kilka tygodni temu mało kto wiedział, kto to jest Bartosz Arłukowicz. Nie doszło w tej materii do rewolucji, ale tych, którzy wiedzą, jest za sprawą komisji ds. hazardgate, znacznie więcej. I będzie jeszcze więcej. Pracuje na to Arłukowicz i wszyscy, którzy Arłukowicza nie lubią i o nim bezustannie mówią.
Arłukowicz posądzany jest o wykorzystywanie ekspozycji medialnej podczas obrad komisji do budowania własnego wizerunku. Słusznie. W sytuacji, w której pozostał jedynym niekoalicyjnym członkiem komisji, stało się to nawet niespodziewanie jeszcze łatwiejsze.
Trafił do sejmu jako były uczestnik reality show, wiele w sejmie, jak dotąd, nie zwojował, wylądował wreszcie w komisji śledczej i zaczęło się. Nie tylko medialny lans podczas obrad komisji, ale i zaproszenia. Np. od Moniki Olejnik z Radia Zet.
Podczas rozmowy z dziennikarką wywiązała się następująca wymiana zdań, której bohaterem stał się jeden z posłów PO zasiadających w komisji:
Monika Olejnik: Przypomnę, że pan Urbaniak jest członkiem Platformy Obywatelskiej.
Bartosz Arłukowicz: Ja wiem, ja doskonale wiem…
Monika Olejnik: Ale ja przypominam słuchaczom, bo nie wszyscy zdaje się tak się znają.
Bartosz Arłukowicz: To, że on jest członkiem Platformy Obywatelskiej to ma wytatuowane na czole, to nie trzeba być specjalnym specjalistą obserwacji jego zachowań.
Na to Olejnik zareagowała w sposób który wskazuje, że bardzo chciała poruszyć pewną kwestię:
Czy pan ma wytatuowane na czole SLD?
Na to Arłukowicz odpowiedział najlepiej jak potrafił i, trzeba mu przyznać – była to odpowiedź konkretna i jednoznaczna:
Jestem w klubie lewicy, jestem człowiekiem bezpartyjnym i robię politykę, uprawiam politykę z moimi partnerami z SLD i czuję się w tym świetnie. Myślę, że współdziałamy ze sobą bardzo dobrze i bardzo dobrze czuję się współpracując z członkami SLD.
Olejnik przerywała jednak i pytała bądź stwierdzała:
Wstydzi się pan zapisać do SLD? (…) Ale nie chce się pan zapisać do SLD.
Arłukowicz na to:
Umówiliśmy się i podjęliśmy taką decyzję, że będę człowiekiem bezpartyjnym po to żeby móc konsolidować ze sobą środowiska lewicowe i pomagać SLD we współpracy z tymi środowiskami i tak swoją rolę postrzegam, tak ją wykonuję i tak ją będę wykonywał.
Olejnik nie wiedziała, co z konkretną i jednoznaczną odpowiedzią zrobić, zapytała więc:
Powiedział Bartosz Arłukowicz, ps. Agent?
Arłukowicz na to krótko:
Nie.
W jednym z kolejnych, poruszanych przez Olejnik wątkach Arłukowicz wystąpił jako ten, który „zostawił dzieci”, czyli – tłumacząc na język cywilizowany, jako pediatra, który nie wykonuje obecnie wyuczonego zawodu. Poseł odpowiedział, zapewne zgodnie ze swoim sumieniem, że równoczesne wykonywanie zawodu polityka i lekarza uznał za niewłaściwe rozwiązanie, stąd zawieszenie pracy w służbie zdrowia.
Niezależnie od tematów pojawiających się w trakcie rozmowy Arłukowicz odpowiadał rzeczowo (pod względem treści) i gładko (pod względem formy). Nie dał się wpuścić w dyskusje o udziale w programie Agent i inne nie związanych z pracami w komisji sprawach. Konsekwentnie bronił się przed zaszufladkowaniem i przypisaniem mu etykietki celebryty z silnym parciem na szkło.
Nie chodzi jednak o to, by wystawiać Arłukowiczowi laurkę. Krytycy słusznie zarzucają mu parcie na szkło rozumiane jako zabieganie o kontrolowaną medialną ekspozycję jego osoby. Należy się jednak zastanowić nad tym, co z tego wynika. Biorąc pod uwagę jego otoczenie polityczne ma Arłukowicz szanse na medialny i – w dalszej kolejności – polityczny awans. Jest sprawnym dyskutantem sprawiającym wrażenie przygotowanego do rozmowy na każdy temat. Nie zawiesza głosu, nie robi min zdradzających dezorientację, ogólnie mówiąc – wie co powiedzieć i jak powiedzieć by kamera i mikrofon go kupiły. Ciężko będzie mu zmienić wizerunek z celebrycko-rozrywkowego na merytoryczno-polityczny, gdyby jednak zdołał to uczynić, mógłby stać się jednym ze sprawniejszych lewicowych wojowników na słowa.
Rafał Garpiel

Co merytorycznie wartosciowego widzi autor we Frytce to ja nie wiem, zwyczajny politcelebryta
A ja widziałam, że Monika chciała go za wszelką cenę skompromitować a on dość lekko unikał jej ciosów. Może coś z niego będzie
Pewnie gdyby nie ten nienajlepszy poczatek istnania w mediach, bylby odbierany calkiem niezle, moze nawet mialby szanse na awans. Ale nie po reality show.
Ja nie mam zaufania do polityków, którzy mają potrzebę telewizyjnego podkręcania emocji. Gość ma ewidentne ciągotki w kierynbku gwiazdrowstwa!