Zawsze coś, czyli w lewo, naprzeciwko kościoła
Tagi: Grzegorz Napieralski, Jerzy Szmajdzinski, Joanna Senyszyn, konkordat, kościół, lewica, Mariusz Błaszczak, przywileje, SLD
http://img.dailymail.co.uk/i/pix/2008/03_02/ChurchSWNS1003_800x569.jpg
I pomyśleć, że jeszcze raptem nieco ponad cztery lata temu zarówno prezydent, premier jak i znaczna część posłów i senatorów wywodziła się w Polsce z partii o coraz mniej mówiącym wszystkim skrócie SLD. Dziś działacze lewicy o masowym poparciu wyborców mogą co najwyżej pomarzyć. Ale i tak robią coś więcej: walczą.
I to nie tylko o coś (to cel – o przekonanie do siebie Polaków), ale i z czymś (to, jak im się zapewne wydaje, środek do jego osiągnięcia – z Kościołem katolickim). Po zupełnie nijakich, naznaczonych strachem i niezdecydowaniem wypowiedziach nieszczęsnego dla jednych (dla swoich), idealnego dla innych (dla PO i PiS) lidera Sojuszu Lewicy Demokratycznej Grzegorza Napieralskiego (dla przypomnienia: czytaj tu), dziś mieliśmy okazję usłyszeć z lewicowego obozu głos o wiele bardziej wyrazisty i mocny (choć z uwagi na to, że należy on do Joanny Senyszyn, może to – nomen omen – brzmieć nieco paradoksalnie). Wynika z niego, że SLD, by poprawić swoją dramatycznie słabą pozycję w rankingach, chce postawić na retorykę antykościelną. Pomysł nienowy, choć po prawdzie ostatnio rzeczywiście raczej mało eksploatowany.
Europosłance Senyszyn trudno odmówić tego, że do zreferowania postulatów, z którymi Sojusz ma oficjalnie wystąpić podczas swojej grudniowej konwencji, przygotowała się solidnie. Dobrała zarówno precyzyjne terminy, jak i w miarę zróżnicowane argumenty, odnoszące się tak do sfery symbolicznej, jak i ekonomicznej. Ma więc po pierwsze nie być krzyży w budynkach użyteczności publicznej oraz księży na oficjalnych uroczystościach państwowych,
(…) to, co jest państwowe, nie podlega święceniu.
po drugie zaś koniec z przywilejami podatkowymi, przekazywaniem pieniędzy z budżetu na instytucje kościelne i około kościelne itp. Dlaczego?
Po prostu – wszyscy są w Polsce w równi.
Ano właśnie, tu wszystko zależy od tego, do kogo „nowa” antykościelna retoryka jest kierowana. Jeśli do „człowieka prostego”, to deklaracja odbierania przywilejów i zapewnianie, że przecież wszyscy są równi, brzmi w ustach przedstawicielki politycznego establishmentu, w dodatku tej jego dość już w przeszłości zużytej części, mało przekonująco, by nie powiedzieć niewiarygodnie. Bo poza wszystkim otwiera to pole do bardzo łatwej kontry – z czego nie omieszkał skorzystać, choć w niezbyt błyskotliwym stylu, przedstawiciel PiS, Mariusz Błaszczak – że skoro odbierać przywileje, to równie dobrze czemu nie zacząć od posłów (albo europosłów)?
Jeśli natomiast lewicowy przekaz ma trafić do odbiorców skłonnych do bardziej pogłębionych refleksji, to czy rzeczywiście ma on szansę znaleźć podatny grunt ze względu na swój przedmiot? Czy klerykalizacja państwa, wszechwładza „czarnych” oraz ich rzekome życie ponad stan, to ostatnio faktycznie częste tematy rozmów między Polakami? No cóż, mamy wrażenie, że Joannę Senyszyn w tym przypadku intuicja nieco zawodzi.
Refleksyjny wyborca zauważy też na pewno, że w pomysłach SLD nie ma w istocie nic nowego. A jeśli nawet nie zauważy, to Senyszyn – zamiast zaakcentować np. wysunięty też przecież przez siebie pomysł opodatkowania wiernych na wzór systemu obowiązującego w Niemczech czy Finlandii – sama zwróci mu na to uwagę:
Do tego nie potrzeba żadnej ustawy, wystarczy się stosować do przepisów, które obecnie obowiązują
- mówi o sposobach na ograniczenie nadmiernej jej zdaniem roli Kościoła w życiu publicznym. Skoro tak, to może robienie z tego zasadniczej części przekazu skierowanego do wyborców, to lekka przesada? No chyba, że Polacy faktycznie uważają, że ich główną bolączką jest dziś nadmierna klerykalizacja państwa, potrzebą zaś – deklerykalizacja. Jeśli tak, Jerzy Szmajdziński może już wybierać wannę do Belwederu.
Odgrzanie kotletów – i owszem – może pomóc politykom lewicy w przekonaniu, że coś robią i nie oddają rywalizacji walkowerem. Ale przekonaniu kogo? Głównie niestety chyba samych siebie. By zdobyć posady szefów kuchni, potrzebne będzie zaserwowanie jednak jakiegoś świeższego dania.
Chociaż i tak nawet te kotlety smaczniejsze od letniej papki Napieralskiego.
Tomasz Sankara

To się w Polsce nie sprawdzi. Nie uda się zbić kapitału politycznego na antyklerykalności, mimo iż jest ona obiektywnie rzecz biorąc zasadna. SLD jest na równi pochyłej
Ja na SLD kiedyś głosowałem i nie podobało mi się, że się podlizywali kościołowi, to przestałęm. Teraz może znowu zacznę. Niue wiem, tylko, czy będzie poza mną ktoś jeszcze:)))