Głód centrolewicy

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Głód centrolewicy http://opzz.org.pl/assets/obj/fotki/i/_c_dz_049.jpg

Janusz Palikot przytacza dziś na swoim blogu wyniki listopadowego badania CBOS-u pokazującego poziom zaufania do polityków. Na stronie CBOS-u są natomiast wyniki z października. Przyjrzyjmy się jednym i drugim.

Ranking zaufania 2009

Abstrahując od bardzo wysokiego wyniku Wałęsy (pierwsze miejsce i 55 procent zaufania), który – nie wiadomo dlaczego i po co – znalazł się w październikowym rankingu, miejsca medalowe są obsadzone prawie identycznie: Tusk, Sikorski, Komorowski. Z małą różnicą: W listopadzie to Sikorski jest na szczycie listy. Trudno powiedzieć, czym zasłużył sobie na zaufanie wyborców. Najbardziej prawdopodobna i najbardziej przygnębiająca zarazem przyczyna to przełożenie zwiększonej ekspozycji medialnej na zwyżkę poziomu zaufania. Sikorskiego było po prostu więcej w mediach. Tak czy owak, Tusk powinien się zacząć obawiać.

Oto smutna prawda: respondenci nie zastanawiają się zbyt głęboko nad pytaniami; odpowiadają raczej na zasadzie: kto jest raczej OK, kto jest raczej nie OK. A raczej OK są ci, których było widać w telewizji. Widać w telewizji było widać tych, którzy albo są u steru, albo powiedzieli coś śmiesznego, strasznego, kontrowersyjnego – innymi słowy coś odcinającego się od szarego tła komunikacji publicznej. Najwyraźniej zatem Sikorski ma teraz dobry miesiąc. Warto podkreślić, że należy on do polityków kameleonów; jest więc prawdopodobne, że wygrana w rankingu uderzy mu do głowy i zapragnie prezydentury, wbrew marzącemu o niej od lat Tuskowi.

Nie dziwi natomiast dobre, medalowe wciąż miejsce Komorowskiego. Ma bardzo dobry PR i pod tym względem bezsprzecznie nadaje się na prezydenta. Jest jednak – w odróżnieniu od Sikorskiego – bezwzględnie lojalny, nie zagraża więc Tuskowi.

Prawdziwe ciekawostki odnajdujemy jednak dopiero poniżej miejsc medalowych, ale w ramach pierwszej dziesiątki. O ile ludzie PO zyskują w rankingu dzięki ekspozycji medialnej, o tyle ludzie PiS-u tracą – z tego samego powodu. Są bowiem traktowani jako najbardziej zajadli wrogowie władzy. Władzy jest względnie lubiana a jej wrogowie atakują na ślepo i bez pogłębionej strategii w tle.

Z tego właśnie powodu następne miejsca po Komorowskim zajmowali w październiku nie wojownicy Kaczyńskiego, a Cimoszewicz (wypychany przez lud do walki o prezydenturę) i Pawlak (świecący światłem odbitym od PO). Badanie listopadowe wykluczyło Cimoszewicza (przekonał nas, że nie chce i basta) a Pawlak pozostał.

Im niżej w rankingu tym ciekawiej: siódme, ósme i dziewiąte miejsce w październikowym sondażu zajęli: Borowski, Olechowski i Kaczyński. Kaczyński jako urzędujący prezydent cieszył się 31 procentowym poparciem, ale słabo widoczny Olechowski – 37 procentowym, a niewidoczny zupełnie Borowski – 39 procentowym. W listopadzie Borowskiemu urosło o 2 punkty, Olechowskiemu zmalało o dwa, a między nich niespodziewanie wskoczył Kalisz. Centrolewicowe trio zajęło wyższe, bo piąte, szóste i siódme miejsce. Podkreślić należy, że swoje wysokie miejsce i zwyżkę punktową odnotował też prezydent Kaczyński. Zaraz za Kaczyńskim uplasował się w listopadzie Palikot, który przeskoczył Kopacz.

Awans Palikota nie dziwi, przyjął bardziej cywilizowaną formułę komunikacji publicznej wciąż imponując wielu młodym ludziom programowanymi na kontrowersyjne wypowiedziami. Lech Kaczyński obdarowywany jest większym poziomem zaufania, niż moglibyśmy się spodziewać znając wizerunek prezydenta prezentowany i częściowo kreowany przez media. To co jednak najciekawsze to, w październiku: Cimoszewicz, Borowski, Olechowski, w listopadzie zaś: Borowski, Kalisz, Olechowski.

Polska scena polityczna naznaczona jest kuriozalną zupełnie nieobecnością lewicowych i centrowych bytów politycznych w pierwszoplanowych rozgrywkach. Najwyraźniej respondenci, stanowiący reprezentatywną próbę polskiego społeczeństwa, nie są z tego zadowoleni. Obdarzają zaufaniem polityka lewicy lub centrum zaraz po tym, jak tylko ów dorwie się do mediów i zaistnieje w nich przez 3 minuty. Widać wyraźny głód alternatywy politycznej dla trwającego w klinczu POPiS-u. Widać również obecność polityków lewicy w świadomości wyborców mimo nieobecności w mediach. Centrolewica powinna wyciągnąć z tego wnioski.

Rafał Garpiel

  • Share/Bookmark

2 komentarze do “Głód centrolewicy”

  1. Spinka

    Centrolewica nie ma szans zaistnienia, bo w SLD zaistnieli bezbarwni. Zapomnijmy na chwilę o komunikastach, solidarnościowcach i wszelkich innych historycznych podziałach. Pozostający obecnie u steru w SLD, z Napieralskim na czele, są bezbarwni jak woda mineralna.

  2. Z centrolewicowymi trochę jak z PO – konsolidowała ich wola przejęcia władzy. Ale chyba sami przestali w to wierzyć więc i z konsolidacją gorzej.

Skomentuj