Tusk mężem opatrzności

Tagi: , , ,

Tusk mężem opatrzności http://bi.gazeta.pl/im/0/7154/z7154670X.jpg

Dziś Donald Tusk chwalił w Kancelarii Premiera siebie i swój rząd przed sobą i swoim rządem. Nie było to więc zbyt wymagające wystąpienie publiczne. Powiedział to, czego można było się spodziewać. Całość można streścić słowami: jest ciężko, ale radzimy sobie znakomicie. Ale żeby od razu o opatrzności?


Donald Tusk powiedział:

Mógłbym przyznać niektórym sceptykom rację, że w tym trudnym czasie nasz kraj wybrała sobie opatrzność, zresztą nie byłoby to najgorszą recenzją mojego rządu. Gdyby był patent, że można byłoby wybrać rząd, któremu sprzyja opatrzność to to by wystarczyło. Ale ma w sobie trochę pokory i nie jestem przekonany, że mój rząd został wybrany przez Opatrzność do tego sukcesu – powiedział Tusk.

Zawiłe to nieco – przetłumaczmy słowa Tuska na język potoczny: powiedziałbym, że rządy PO-PSL zostały Polsce dane boską ręką, ale nie powiem, bo to byłoby nieskromne.

Po pierwsze Tusk zastosował dość wyświechtany chwyt retoryczny wedle schematu: „powiedziałbym… ale nie powiem”. Używając tej sztuczki można – przykładowo – bezkarnie obrażać oponentów, mówiąc np.: powiedziałbym, że jest Pan idiotą, ale kultura osobista mi na to nie pozwala. Ogólnie mówiąc zabieg zastosowany przez Tuska sprzyja kreowaniu pozytywnego wizerunku osoby i partii, pod dwoma podstawowymi, nie spełnionymi w tym przypadku warunkami:

a) Nie można przeholować; odwołanie do opatrzności, nie sąsiedzkiej przecież, a bożej, jest w zdominowanym przez katolików kraju dość ryzykownym zabiegiem. Niezależnie bowiem od tego, czy powiedział, czy może „powiedziałby”, nawiązał do nadprzyrodzonych sił sterujących życiem politycznym, a to śliski temat.

b) Jeżeli chciał zastosować schemat „powiedziałbym… ale nie powiem” powinien był użyć znacznie prostszej konstrukcji zdaniowej. Wówczas byłby i szerzej i precyzyjniej zrozumiany i w konsekwencji – mniej atakowany w stylu: „Tusk mówi, że to opatrzność skierowała go do rządzenia”.

Docenić należy więc korzystanie, w ramach codziennej komunikacji politycznej, z uniwersalnych narzędzi retorycznych, zganić można natomiast styl – zbyt zawoalowany i – jak na warunki polskie – zbyt bezczelny. Na szczęście słuchaczami byli Ci, których Tusk mógłby nazwać wykonawcami idei opatrzności. Oczywiście, gdyby był nieskromny.

Rafał Garpiel

  • Share/Bookmark

2 komentarze do “Tusk mężem opatrzności”

  1. Atomizer

    Władza każdemu wali w dekiel, różnimy się tylko rodzajem i intensywnością objawów.

  2. Amar Bhunawat

    No chyba, że ktoś wali władzę.

Skomentuj