Wiara (w Palikota) czyni cuda

Tagi: , , , , ,

Wiara (w Palikota) czyni cuda http://www.dziennik.pl/files/archive/00117/FR_kondrat_117075e.jpg

Mamy kłopot – wypowiedział się aktor, nie polityk. Może więc dać temu spokój? Ale jak, kiedy Marek Kondrat wygłasza sądy tak jednoznacznie polityczne, tak bardzo zaangażowane, że w dobie „kryzysu ławkowego” (zbyt krótkie rezerwy kadrowe), Donald Tusk być może powinien zaproponować mu stanowisko doradcy?

Oczywiście, że nie powinien, bo ten zbyt mało pilnuje tego, co mówi. Poglądy Kondrata przedstawione w rozmowie z Piotrem Najsztubem dla „Przekroju” są jednak i tak warte skupienia oraz analizy i to z kilku co najmniej powodów.

Po pierwsze właśnie, bo mówi osoba popularna i rozpoznawalna – aktor. Dlaczego jego punkt widzenia akurat na politykę  miałby interesować czytelników bardziej, niż zdanie w tych sprawach – powiedzmy – operatora kamery? To rozważanie na osobny elaborat, nie da się jednak zaprzeczyć, że tak jest – ludzi interesuje, co ma do powiedzenia Marek Kondrat nie tylko, gdy mówi o aktorstwie. On sam o tym wie i chyba niespecjalnie go to dziwi czy wprawia w zakłopotanie. Więc mówi. Być może nawet z poczuciem, że powinien.

A skoro jest tak, to mamy drugi powód, by w słowa Marka Kondrata się wsłuchać. Zakładamy bowiem, że czytający jego wypowiedzi ludzie nie tylko robią to dobrowolnie i z ochotą (to już wiemy – jest znany i popularny, grał w fajnych filmach), ale i ze świadomością, że opinie Kondrata są niewymuszone (bo nie zabiega o głosy i punkty w sondażach), że padających z jego ust zdań nie ułożył rano partyjny spin doktor, przygotowujący dla zabierających głos w mediach członków danego ugrupowania gotowe i właściwe interpretacje tego wszystkiego, o co dziennikarze mogą akurat zapytać. Dysponuje więc aktor (tu Kondrat) siłą znacznie w tym kontekście większą, niż ta, jaką mają „zwykli” politycy. Jego politycznym wypowiedziom można zatem przypisać spory wpływ na kształtowanie się obiegowych interpretacji zdarzeń i postrzeganie przez ludzi politycznej rzeczywistości w ogóle.

Co takiego mówi? Ano nie dość, że nic oryginalnego (to jeszcze szło by jakoś przełknąć), to jeszcze ma fragmenty bez mała porażające. Oto jak odpowiada na zarzut, że chwalony przez niego rząd Tuska miał drogi budować, a nie buduje:

Ale Palikot wczoraj w telewizji mówił, że jest tysiąc kilometrów w budowie, to ja za nim powtarzam, że jest tysiąc w budowie!

Co najciekawsze, z kontekstu wcześniejszych wypowiedzi, np.:

Platforma dwa lata temu wygrała wybory. Pamięta pan swoje ówczesne emocje?
– Bardzo się cieszyłem! Byłem cały czas na łączach z Palikotem, który mi donosił w trakcie dnia wyborczego domniemane procenty

wiemy, że Kondrat raczej nie ironizuje. A mówi to człowiek przecież inteligentny, świadomy swoich słów, być może też ich oddziaływania. Co jeszcze dodaje? Całkiem sporo, zawsze wszak w sposób arbitralny i nieznoszący sprzeciwu:

ja sobie nie pozwolę na Tuska powiedzieć złych rzeczy, bo nie chcę sztucznie wyszukiwać jego słabości.

Gdzież Sławomirowi Nowakowi z jego topornym dość – trzeba przyznać – przekonywaniem o tuskowym geniuszu do finezji Kondrata?! Tym bardziej, że to nie koniec:

Ja nigdy już Tuskowi nie zapomnę, że zasuwa po niemiecku, że się brata z Angelą, która prawdopodobnie dzięki jego wdziękowi i mądrej polityce nagle zwróciła ostrze uwagi w naszą stronę.

Jak widzimy, aktor nie wstydzi się więc też odważnej oceny polityki zagranicznej prowadzonej przez kanclerz Republiki Federalnej Niemiec. Rzekoma znajomość „zachodnich obyczajów” i tego, jak oni tam wszystko załatwiają, dużo lepiej niż u nas, wykorzystywana w argumentacji w sposób uniemożliwiający de facto dyskusję (twierdzenia o „naparzaniu się” lordów i sirów są bowiem tak oderwane od rzeczywistości, że jakakolwiek próba ich weryfikacji zakrawa na absurd tak piramidalny, że lepiej postawić tu kropkę) w tym kontekście nie powinna już chyba dziwić. Co więcej, w tym czuć Marka Kondrata wiarę, że faktycznie tak jest:

W takiej Izbie Lordów też się naparzają mocnymi słowami, natomiast kończy się to jakimś wybuchem śmiechu, bo tam większość to lordowie czy sirowie, oni mają poczucie humoru także w stosunku do siebie samych, wiedzą, gdzie się kończy gra i ile można się przekonywać do swoich racji.

A co z wewnętrzną opozycją? Bezwzględność przede wszystkim. Radykalizm i siła. Dyskusja? Nie z nimi, to nie przystoi:

Był taki moment, w którym zatęsknił pan za premierem Kaczyńskim?
– Ani razu. Tamta ulga trwa do dzisiaj razem z – już umiarkowanym – lękiem, że mogą wrócić, bo myślę, że zbyt głęboko zaleźli nam za skórę, aby móc wrócić. Oczekiwałem, że zniknie jad, i zniknął.

No cóż, i tu bez zaskoczeń. Snuje się ta opowieść (narracja, jeśli kto woli), dzięki której tak bardzo bezradne jest PiS, a spin doktorzy Platformy nie muszą się w ogóle zajmować  polityką współczesnohistoryczną, bo dobrowolnie robią to za nich aktorzy i inne popularne w społeczeństwie osoby, które lata 2005-2007 zapamiętały (dlaczego?!) jako okres bez mała dyktatury, a braku wolności na pewno.

Na zakończenie jeszcze trzeci aspekt, ze względu na który wypowiedzi Kondrata są politycznie istotne: przyjęta przez niego rola (poza) agresywnego ‘self-made-mana’, kapitalisty-twardziela.

Jestem człowiekiem wolnego rynku, prywatnej własności

- mówi Kondrat i kilkakrotnie podkreśla, że państwa będzie dla niego zawsze za dużo. Bo on chce, by nie wtrącało mu się do niczego, a tylko kładło asfalt budując drogi. To sygnał. Taki wyborca istnieje. Na razie jego kandydatem jest Tusk. Ale gdyby podniósł się Olechowski (nie nabijając sobie przy okazji guza)? Premier powinien dmuchać na zimne.

Tomasz Sankara
  • Share/Bookmark

2 komentarze do “Wiara (w Palikota) czyni cuda”

  1. Malikk

    A tu idealny i wcale niezamówiony komentarz do słów Marka Kondrata, szczególnie do fragmentów, w których zapewnia o swojej wolnorynkowej, leseferystycznej ortodoksji:
    http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,7280854,Winiarnia_Kondrata_bez_przetargu.html

  2. Marek Kondrat miał kupę szczęścia; jego kariera aktorska nie jest naznaczona udziałem w kinowych arcydziełach, ale zarobić to on zarobił. I zwyczajnie źle się od tego nadmiaru dóbr poczuł.

Skomentuj