„A poza tym uważam”, że zawsze mogę zmienić zdanie

Tagi: , , ,

„A poza tym uważam”, że zawsze mogę zmienić zdanie http://expatpol.com/img/189/radek_sikorski_fryzura_450.jpg

Jeszcze kilka lat temu dla opinii publicznej Radek Sikorski pozostawał przede wszystkim „mocnym facetem”, człowiekiem czynu. Takim, co to nie gada, a działa i się nie boi. Jako minister spraw zagranicznych trochę się zmienił, spoważniał, stał Radosławem. Czy wyszło mu to na dobre?

Poza dyskusją jest, że jako szefowi dyplomacji – na razie tylko Polski, ale w przyszłości, kto wie? – pewne zachowania, a przede wszystkim wypowiedzi, po prostu mu nie przystoją. Radosław ma tego świadomość, najwyraźniej jednak tęskni za Radkiem – nieskrępowanym antykomunistą, bezwzględnym dla wrogów Polski i cywilizacji zachodniej.

Przejawem tych sentymentów są rzucane od czasu do czasu teksty, jak ten o „dorżnięciu watah PiS”, czy ostatnio przypomniany (bo publicznie zgłaszał go Sikorski już wcześniej, w dodatku w efektownej konwencji zapożyczonej ze Starszego Katona) postulat wyburzenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. I wcale nie chodzi tu o to, czy ma to ręce i nogi. Sikorski nie mówi przecież o PKiN po to, by zainicjować procedury budowlane, ale po to, by przypomnieć, że jest twardzielem. I zakląć w ten sposób rzeczywistość.

Zatrzymajmy się na chwilę.

Polityczna droga Sikorskiego, od funkcji wiceministra obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego, przez mandat senatora z ramienia PiS i udział, w roli już szefa MON, w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, aż do funkcji pełnionej obecnie, to zresztą temat na zupełnie osobną i obszerną analizę. Podobnie jak i jego zawodowa biografia, której poszczególne elementy i epizody starczyłyby na wypełnienie całkiem ciekawych życiorysów co najmniej kilku, jeśli nie kilkunastu osób.

Przeszłość zatem imponująca, a co z tu i teraz?

Ano rzeczywistość skrzeczy. Będąc szefem dyplomacji dużego kraju w Unii Europejskiej, w dodatku w rządzie Donalda Tuska, który przecież musi deklarować prowadzenie polityki zagranicznej w stylu zasadniczo innym od PiS, Radosław Sikorski dumę korespondento-bojownika z antysowieckiej wojny w Afganistanie musi schować do kieszeni.

Tak jak to zrobił wczoraj.

Przewodnictwo ma trochę racji, że niezręcznie jest urzędującemu (premierowi czy) prezydentowi wystawić się jako kandydat, gdyż to go pali u siebie. (…) Natomiast te obiekcje nie stosują się do wysokiego przedstawiciela (ds. polityki zagranicznej). Ministrowi spraw zagranicznych naprawdę korona z głowy nie spadnie, jeśli na forum premierów i prezydentów zaprezentują swoją wizję.

Skomentował w ten sposób wycofanie się Polski (a więc swoje, on bowiem nasz kraj reprezentuje) z pomysłu, by wybór Przewodniczącego Rady Europejskiej odbywał się z zachowaniem choćby minimum procedury demokratycznej, czyli w drodze – jak to się już przyjęło nazywać – castingu.

Stanowczy Radek tak łatwo dał się zagadać Szwedom? Nic przez przypadek. Gra ostro i na zdobycie pola. Tu odpuści, tam zyska. I zrobi wszystko, by to właśnie jego wybrali (nie teraz, to potem). Naprawdę sporo do wygrania. A do stracenia? Niekoniecznie. Bo nawet jeśli po raz kolejny z polityki w stylu „brzydkiej panny” niewiele wyjdzie, sukces Polski i tak będzie można ogłosić – dzięki nam UE będzie miała bardziej demokratyczną procedurę wyboru szefa dyplomacji. Sikorski na taki wypadek już się asekuruje:

Działamy tutaj altruistycznie: bez własnego kandydata, bez zabiegania o jakieś konkretne rozstrzygnięcie personalne – przekonywał Sikorski. I dodał: – Ustanowienie precedensu jasnych kryteriów wyboru będzie dobrze służyło nie tylko Polsce, ale całej Unii Europejskiej.

No chyba, że z tego (castingu kandydatów na szefa dyplomacji UE) też nic nie wyjdzie. Ale i na taką ewentualność mamy już zapowiedź reakcji Sikorskiego:

Nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy wybrać na te stanowiska ludzi, o których mało wiemy, na zasadzie targu politycznego w pokoju pełnym papierosowego dymu.

Czyli: jeśli polska koncepcja padnie, winni i tak będą inni. Dyplomatycznie, a i ostro zarazem.

Radosław i Radek. Większość spraw ostatnio mu nie wychodzi, nie znaczy to jednak, że przegrywa. Wie doskonale, że w polityce nie liczy się sukces, ale przekonanie innych, że się go odniosło, i wszelkie inne podobne reguły. Smutne to, ale prawdziwe.

Sikorski ma dopiero 46 lat. Wszystko przed nim. Byle tylko za wcześnie nie chciał wyrosnąć nad Tuska. I nie pogubił się w równoczesnym byciu za i przeciw. Bo ludzie raczej się nie zorientują, że za fasadą twardziela, w istocie jest to samo, co wszędzie.

Tomasz Sankara
  • Share/Bookmark

Jeden komentarz do “„A poza tym uważam”, że zawsze mogę zmienić zdanie”

  1. Oligol

    Ten pan naprawdę bardzo lubi siebie. I cała jego kariera polityczna jest ściśle przyczynowo związana z tym faktem.

Skomentuj