Na kłopoty Cimoszewicz, „bo trzeba pomagać”

Tagi: , , , , , , , ,

Na kłopoty Cimoszewicz, „bo trzeba pomagać” http://www.przedmioty.com/images/MinisterCimoszewicz.jpg

Czasami doleci z burzą
Do uszu bezmyślnej tłuszczy,
Do wodzów, co kłamstwu służą,
Głos wołający na puszczy.

[Adam Asnyk, „Głos wołający na puszczy”]

Emitowany przez Włodzimierza Cimoszewicza dobywa się z jego słynnej samotni w ostępach Puszczy Białowieskiej rzadko (tym razem poprzez nadajniki RMF FM). A mimo to wcale nie od rzeczy byłoby (byle odpowiednio dramatycznie sformułowane) pytanie: czemu tak często? Bo czy wyborcy naprawdę chcą tego słuchać? Tymczasem raz po raz można odnieść wrażenie, iż Cimoszewicz uwierzył (a sporo osób z takich czy innych pobudek utwierdza go w tym bez mała chorym przekonaniu), że jest obecnie dla Polski kimś w rodzaju męża opatrznościowego, chwilowo w uśpieniu. Nie przymierzając: Józef Piłsudski XXI wieku (Sulejówek zamienił na Białowieżę). Gdy Polska będzie w potrzebie, wsiądzie na żubra i ruszy. Kiedy poznamy, że to już?

Włodzimierz Cimoszewicz: Bardzo serio odpowiadając, gdyby stało się coś nadzwyczajnego w państwie i groziłoby tym, że wynik wyborów prezydenckich byłby bardzo, bardzo zły, wtedy może bym się zastanawiał [nad kandydowaniem na urząd prezydenta w wyborach 2010 – przyp. TS]. Bo trzeba pomagać. Ale nie przewiduję takiego scenariusza.

Konrad Piasecki: Mówi pan, groźby nie, ale groźba reelekcji Lecha Kaczyńskiego byłaby takim fatalnym scenariuszem?

Włodzimierz Cimoszewicz: Bliskim takiego scenariusza.

Czyli najgorsze de facto już się ziściło. Jeśli pod granicę polsko-białoruską prasa dociera z opóźnieniem, śpieszymy donieść: Lech Kaczyński już jest prezydentem, od czterech lat. Panie Włodzimierzu, dlaczego zostawił pan Polskę samą na pastwę złych przez tak długo? Trzeba pomagać.

Czemu dość częsta przecież w demokracjach reelekcja urzędującego prezydenta miałaby być dla kraju „czymś nadzwyczajnym”, niestety od Cimoszewicza się nie dowiadujemy. Nie wiemy też, czy zagrożenie „bardzo złym wynikiem wyborów” było dla niego motywem i racją startu do wyścigu o prezydenturę za każdym razem, gdy podejmował decyzję o zgłoszeniu swojej kandydatury (1990, 2005), czy jest to może koncepcja myślowa skrojona na miarę roku 2010. Jeśli prawdziwa jest pierwsza ewentualność, co zdaniem Cimoszewicza było groźbą dla Polski AD 1990? Zwycięstwo kandydata spoza b. PZPR?

Ale skończmy ze złośliwościami. Tym bardziej, że zachęcony przez Konrada Piaseckiego Cimoszewicz snuje rozważania nad kondycją współczesnej Polskiej lewicy. Ogólnie jest z nią źle,

wesoło mi nie jest.

niemniej rozwiązanie wydaje się całkiem oczywiste. Chodzi o nazwisko, całkiem konkretne, przy czym były premier wszystkich powodzian przez skromność nie może go rzecz jasna wyjawić:

Dobre przywództwo, rozsądne, takie z wyobraźnią, z wiedzą – jest ważne, nawet bardzo ważne, ale to nie jest wystarczający czynnik. W szerszym środowisku musi wystąpić przynajmniej zdolność do poważnego namysłu, głębszej refleksji itd., itd. W tej chwili – obawiam się, że takiej możliwości nie ma.

Przywódca i intelektualista zarazem? Kto to taki? A o czym szumią dęby?

Ale Cimoszewicz sam pchał się nie będzie.

Włodzimierz Cimoszewicz: Ja nigdy nie odmawiałem gotowości do udzielenia rady, do jakiegoś wsparcia, pomocy. Co więcej, rok temu spróbowałem coś nawet zrobić występując z inicjatywą centrolewicowej listy w eurowyborach.

Konrad Piasecki: Ale szybko pan potem przyjął ofertę rządu i Platformy…

Włodzimierz Cimoszewicz: Ale wtedy ta propozycja została odrzucona i miałem wolne ręce, więc mogłem oczywiście to zrobić. Tamta inicjatywa przepadła – no ile razy można próbować robić to samo?

Polska do niego nie dorosła. Jeszcze. Bo w końcu przyjdzie taka chwila, że wszyscy z nadzieją popatrzymy na wschód.

Tomasz Sankara
  • Share/Bookmark

Jeden komentarz do “Na kłopoty Cimoszewicz, „bo trzeba pomagać””

  1. zwierzęta z puszczy

    wracaj do Warszawy!

Skomentuj