Senyszyn krzyżuje Czarneckiego

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Senyszyn krzyżuje Czarneckiego http://www.opiekun.kalisz.pl/217/images/krzyż%201%20str..JPG

Obywatelka Finlandii dostanie 5 tys. euro za straty moralne wynikające z obecności chrześcijańskich krzyży we włoskiej szkole, do której chodzą jej dzieci. Przy okazji w Polsce wrócił modny onegdaj temat: czy krzyż powinien, czy nie powinien wisieć w miejscu publicznym. Blogowy bój w tej sprawie stoczyli Czarnecki z PiS-u i Senyszyn z SLD.

Dla zagorzałego obrońcy praw Kościoła katolickiego – Ryszarda Czarneckiego – doszło do moralnie druzgocącej katastrofy. Orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka odbiera Europie europejskość, bo przecież, powiedziałby Czarnecki, katolicyzm równa się europejskości a europejskość katolicyzmowi.

Czarnecki odwołał się do bardzo wyświechtanej już argumentacji opartej na poszanowaniu dla tradycji i historii Europy a właściwie na wyobrażeniu owej tradycji i historii:

W Europie z jej chrześcijańską historią, chrześcijańskim dziedzictwem i odwiecznymi wartościami opartymi o Dekalog, zakwestionowano znaki tej wiary. Wiary zresztą będącej sprawą wciąż ważną dla kilkuset milionów Europejczyków. To wstyd, to bezsens, to żenada.

Idąc od końca, trudno się z Czarneckim nie zgodzić. Wstyd, bezsens, żenada – to właściwe podsumowanie wypowiedzi, w której mowa jest o „odwiecznych” wartościach wnikających z Dekalogu. Albo są bowiem odwieczne (z czym można łatwo i rzeczowo polemizować) albo wynikają z Dekalogu, który – nawet w mniemaniu najgorliwszych wiernych – nie jest odwieczny. Poza tym Europa ma, a i owszem, korzenie chrześcijańskie. Ma jednak także znacznie starsze korzenie, korzenie zwane pogardliwie pogańskimi. Biorąc pod uwagę fakt, że o tradycji mówimy zwykle odwołując się do tego, co wcześniejsze, względem tego co późniejsze, Europa ma korzenie pogańskie i basta.

Czarnecki zadbał o to, by powiało grozą. Okazuje się bowiem, że Chrześcijanie w Europie, a wśród nich Katolicy w Polsce, są w prawdziwym niebezpieczeństwie:

I kolejny przykład na to, jak niewielka mniejszość terroryzuje znaczącą większość. A także przykład na to, jak osoba obcego kraju nie szanuje tradycji i prawa państwa, w którym mieszka i które daje jej chleb. (…) Wyobraźmy sobie sytuację, w której np. w Polsce jakiś cudzoziemiec – osobisty nieprzyjaciel Pana Boga – zmusza nas i nasze dzieci – na siłę, na chama, do ateizmu czy prymitywnie pojmowanego laicyzmu. Albo że muzułmańscy emigranci, np. z krajów dawnego ZSRR, domagają się zdjęcia krzyży, bo razi to ich islamską duszę (a nawet żądają powieszenia półksiężyca…). To, co wczoraj było „political fiction” dziś nie wydaje się już takie niemożliwe.

Czytelnik wynurzeń Czarneckiego musi dostrzec, że albo autor nie rozumie, co to znaczy „neutrum”, albo rozumie, ale ma swoich czytelników za idiotów. Załóżmy jednak, że nie ma tak złego mniemania o czytelnikach swojego bloga. Postarajmy się więc, by pojęcie neutralności stało się dla Czarneckiego czytelne. Otóż neutralne jest to, co – najprościej rzecz ujmując – nie jest ukierunkowane. Zaprawdę trudno kogoś sterroryzować oczekiwaniem neutralności. Trudno też uznać, że neutralność kogokolwiek boli. Jeżeli przyrównalibyśmy religijność do temperatury w otoczeniu człowieka, łatwo dowieźć, że zbyt wysoka i zbyt niska jest dla niego trudna do zniesienia. Jeżeli natomiast człowiekowi nie jest za zimno ani za ciepło, możemy powiedzieć, że w jego otoczeniu panuje temperatura – w jego subiektywnym odczuciu – neutralna.

Jeżeli Czarnecki naprawdę widzi analogię między oczekiwaniem religijnej, światopoglądowej neutralności a narzucaniem czegokolwiek, to powinien przejść gruntowną reedukację.

Joanna Senyszyn zareagowała na notkę blogową Czarneckiego z właściwym sobie sarkazmem:

Europoseł Czarnecki jest bardziej Henry niż Richard. Oczywiście Henry Ford, który o słynnym modelu T samochodu swojego nazwiska powiedział, że może być w każdym kolorze, byle był to kolor czarny. Czarnecki tak właśnie myśli o religijnych symbolach. Mogą wisieć w publicznych miejscach pod warunkiem, że są chrześcijańskie.

Skoncentrowała się także na dowodzeniu, że zwolenników symbolicznej neutralności światopoglądowej w miejscach publicznych łatwo znaleźć także pośród wierzących:

Europoseł Czarnecki na pewno świetnie pamięta, jak wielu polskich katolików, będących w RFN na saksach, po pierwszej wypłacie pomniejszonej o podatek na Kościół katolicki, zadeklarowało się jako niewierzący.

Problem wydaje się jednak o wiele głębszy. Stanowisko Czarneckiego i jemu podobnych wynika z błędnego, przyjmowanego przez nich założenia, że ateizm to konkurencyjna względem chrześcijaństwa siła nadprzyrodzona a oczekiwanie neutralności światopoglądowej to przejaw wypowiedzianej chrześcijaństwu wojny religijnej. Najwyraźniej trudno niektórym zrozumieć różnicę między usuwaniem symboli religijnych z miejsc publicznych a ich rytualnym niszczeniem.

Rafał Garpiel

  • Share/Bookmark

Skomentuj