Zbychu na czasie, czyli cmentarz bez tajemnic
Tagi: afera hazardowa, cmentarz, PO, Ryszard Sobiesiak, Zbigniew Chlebowski
http://bi.gazeta.pl/im/3/5761/z5761333X.jpg
Nie uwiódł go co prawda – jak kiedyś posłankę Sawicką – agent CBA, ale Zbychu też się popłakał. W dodatku myślał o samobójstwie. Łatwo wyszydzić? Bardzo. Niestety tym razem też trzeba. O wszelkich wątpliwościach, czy Zbigniewowi Chlebowskiemu faktycznie „należało się” za aferę hazardową, można już z czystym sumieniem zapomnieć.
Zdymisjonowany szef klubu PO otworzył się wczoraj w wywiadzie dla dziennika „Polska”. Serce na talerzu.
Jeśli ktoś mimo wszystko chciałby się nad posłem litować, przypominamy, że to polityk. Zawód braku zaufania publicznego. Nie traćmy czujności tylko dlatego, że Chlebowski nie spłacił jeszcze domu, w którym mieszka i uznał, że warto nam o tym powiedzieć.
Jaki niby ze mnie lobbysta? Widzicie ten dom? Specjalnie spotykamy się w moim domu pod Wrocławiem, żebyście na własne oczy to wszystko zobaczyli i ocenili. Mieszkamy tu 13 lat, dopiero teraz spłacimy hipotekę.
Faktycznie, Zbychu, nie było tematu. Po domach ich poznacie. Dość swobodne operowanie pojęciem „lobbysta”, czasem wręcz jako synonimem „gangster”, jest też zresztą charakterystyczne:
Gdybym był lobbystą, to pewnie mój status majątkowy byłby zupełnie inny, ludzie z tej branży zrobiliby zrzutkę i przywieźli mi 10 milionów pod bramę.
Zdania nieweryfikowalne, najlepsze do obrony. Tak samo jak i odwoływanie się do rodziny i ciężkiej pracy. Poruszy każdego, ale łatwo przesadzić:
Widziałem, jak moja rodzina przeżywa to, co dzieje się wokół mnie.
Bolało?
Gdyby nie rodzina, nie przeżyłbym tego.Myślał Pan o samobójstwie?
Tak, miałem takie myśli. Ale widziałem też cierpienie najbliższych i przestałem tak myśleć. Zrozumiałem, że to jakieś szaleństwo z mojej strony. Rodzina dawała mi ogromne wsparcie. Wiem teraz dobrze, dla kogo warto żyć. Szkoda tylko, że zrozumiałem to w takich okolicznościach.
Ale to jeszcze mało. Bo „Grabarz” nie zna litości. Szczególnie dla inteligencji czytelników:
Co Pan czuł, czytając stenogramy swoich rozmów?
Gorycz, rozpacz. Pan Bóg czasami w sposób okrutny uczy pokory. Uświadomiłem sobie, że tak wpadłem w wir pracy, że mocno zaniedbałem rodzinę, dom.Zgrzeszył Pan pychą?
Pychą nie, ale nadgorliwością, nadmierną ambicją, pracoholizmem. Więc pokornie wróciłem tutaj na wieś, do swojego domu.
Po raz kolejny Polska zaszczuła jednego ze swych najlepszych synów. Bo owszem, zgrzeszył (potrafi się do tego przyznać!), ale czym przecież? Pracą i poświęceniem. Dla Polski. Dla niej nawet zaniedbał rodzinę.
Lektura całego, dość obszernego wywiadu z Chlebowskim, to naprawdę nie lada wyzwanie. Ale warto, szczególnie w jesienne wieczory, gdy chcemy sobie nieco poprawić humor. Bo oto np. taki fragment dotyczący relacji (a raczej ich braku) posła z biznesmenem Sobiesiakiem z branży jednorękich bandytów:
Żadnych kontaktów rodzinnych nie utrzymywaliśmy, choć widziałem się z jego rodziną na imieninach, a później na sylwestrze.
Córki za niego nie wydał, więc jakie znowu kontakty? W dodatku ok, czasem dzwonił, ale ten cały Sobiesiak to przecież i tak sprawka PiS-u:
Rozmawiał o hazardzie też z politykami lewicy i PiS-u. Spotykał się z nimi na meczach piłkarskich.
Wypowiedzi Chlebowskiego to przykład na to, że powiedzieć można naprawdę wszystko. I szczególnie polityk nie zawaha się, by to zrobić. Zupełnie odrębną sprawą jest, czy obrona w takim stylu to skuteczne wyjście z trudnej sytuacji. Granicy absurdu mimo wszystko (czytaj: mimo zupełnego braku szacunku dla wyborców) nie powinno się chyba jednak przekraczać. W tym konkretnym przypadku – nie powinno się usiłować przekonywać kogokolwiek, że do spotkania polityka z biznesmenem na cmentarzu dojść może przez przypadek:
Sobiesiak jechał z Dusznik, sam wracałem z Wrocławia. Mieliśmy spotkać się w Świdnicy, ale wygodniej mi było umówić się w Marcinowicach. Spotkaliśmy się na stacji benzynowej, a stacja przylega bezpośrednio do cmentarza.
A gdy już się to robi (usiłuje przekonać), nadal warto wiedzieć, kiedy dać sobie na wstrzymanie:
Tam jest pochowana moja siostra, która tragicznie zginęła 8 lat temu w wieku 35 lat. Jestem na tym cmentarzu przynajmniej raz w tygodniu. Obok mieszka mój szwagier i jego dwóch synów, jestem ojcem chrzestnym jednego z nich. Powiedziałem do Sobiesiaka: chodź się przejdziemy, a ja przy okazji będę na grobie u siostry.
Keine grenzen. Nawet jeśli to prawda, uciekanie się do takiego argumentu w sytuacji, w której znalazł się Chlebowski, jest po prostu dyskwalifikujące. Pora się zbierać.
W pewnym momencie – pytany, co czuł, kiedy Sobiesiak zwrócił się do niego w sprawie ministra rządu RP Mirosława Drzewieckiego słowami: „Ale byś wykorzystał do tego, k…, Mirka” – Chlebowski mówi:
Czułem i wciąż czuję wielki dyskomfort. Nie wiem, jak mogłem prowadzić rozmowy na takim poziomie.
Powinien to powiedzieć na końcu rozmowy z Anitą Werner i Pawłem Siennickim. Przepraszając ich i czytelników dziennika „Polska”. Ale tego nie zrobił. Zostały postrzelone stopy. Chociaż tyle.

Ty już Zbysiu najlepiej nic nie mów. Za każdym razem jest tylko gorzej i gorzej.