W obronie człowieka uczciwego
Tagi: "Kropka nad i ", afera, Aleksander Kwaśniewski, CBA, Donald Tusk, Mariusz Kamiński, Monika Olejnik, TVN
http://static1.money.pl/i/h/146/f19090.jpg
Już nie w Pałacu, jak to drzewiej bywało, ale skromnie, zwyczajnie, jak inni. Aleksander Kwaśniewski sam pofatygował się wczoraj do studia TVN, by jako prezydent – były, ale wciąż przecież wszystkich Polaków – bezstronnie recenzować i radzić. Udało się jak prezydentura.
Zapraszając Kwaśniewskiego do „Kropki nad i” Monika Olejnik trafiła w dziesiątkę, niemal wszystkie gorące ostatnio tematy polityczne są bowiem szczególnie bliskie jego doświadczeniu.
Najpierw komisja śledcza. Czy Donald Tusk powinien się zgodzić na konfrontację z Mariuszem Kamińskim?
Jeżeli powstanie komisja, ona będzie decydowała, ale ja uważam, że stanowisko premiera, prestiż premiera, on jednak wymaga istotnego szacunku. (…) Premier może być przesłuchany przez komisję, jeśli taka jest konieczność, jeżeli same dokumenty nie wystarczą.
Olejnik dopytuje:
Ale Głowa Państwa już nie?
Ex-Głowa odpowiada:
Ani Głowa Państwa, ani w istocie premier. My bardzo lubimy dyskutować o aferach, pławimy się w nich, a zapominamy, że jest jeszcze coś takiego jak prestiż państwa, prestiż władzy, szacunek dla ludzi.
Zdziwieni? A nas dziwi, że Kwaśniewski nie zaleca Tuskowi przed komisją tańczyć i śpiewać. Kiedyś sam deklarował przecież taką gotowość, zapewne z myślą o prestiżu państwa. Ale nie uciekajmy w przeszłość. Ciekawe jest to, jak Kwaśniewski doradza: że w sumie tak, chociaż nie. Panie prezydencie, jeszcze to pamiętamy! I zupełnie nam tego nie brakuje.
Do bycia „Tak nie, nie tak” jeszcze wrócimy, tymczasem skupmy się na aferach, bowiem były prezydent do ich opisu używa bardzo charakterystycznego języka. Pojęcie „afera” jest w nim czymś bez mała ohydnym i odrażającym, ale nie ze względu na sam jej – tej czy innej – przedmiot, lecz przez nią się zajmowanie. Co tam zresztą „zajmowanie”! Prezydent mówi:
Pławienie się.
Elementem tego obrzydliwego „pławienia się” jest domaganie się konfrontacji Tusk-Kamiński. Bo konfrontacja to:
Teatr, gest wobec kochających sensację, kochających afery, a mało troszczących się o interes państwa.
Podział więc robi się jasny. Z jednej strony „tropiciele afer” (źli), z drugiej „ludzie dobrej roboty” (bo są nimi przecież). Gdzie w tej alternatywie miejsce dla samych aferzystów, Ryśków, Zbyszków i innych amatorów architektury funeralnej? No właśnie, dylemat.
Ciekawych wątków i otwartych pytań jest zresztą w tej rozmowie mnóstwo. Zainteresowanych odsyłamy do źródła. Nie można przy tym zarzucić Kwaśniewskiemu, by swoich tez nie udowadniał (odwołując się nawet do metaforyki religijnej), albo by choć na chwilę stracił czujność i dał się zaskoczyć. Nie ma też wątpliwości. Co, jego zdaniem, jest największym obecnie problemem kraju? Kryzys gospodarczy, dziury w budżecie, a może brak zaufania obywateli do władzy? Nie! Powszechne wrażenie, że jesteśmy podsłuchiwani. Zdziwieni? My też.
Problemem rządu Kaczyńskiego, a teraz Tuska i jest to, że wielu obywateli, także urzędników, ma poczucie, że są codziennie – od pierwszej do ostatniej minuty – na cenzurowanym, że człowiek uczciwy jest z definicji nieuczciwy i tę uczciwość ma udowadniać.
Dwie sprawy – po pierwsze prztyczek dla Tuska przez płynne zestawienie go w jednym rzędzie z Jarosławem Kaczyńskim, po drugie zaś wypowiedź w imieniu ogółu, która – przez takie a nie inne rozłożenie akcentów („wielu”, „także”) – oddala kluczowe w istocie pytanie o to, czy rzeczywiście jesteśmy inwigilowani na tak masową skalę, by uprawnione było nazwanie tego problemem numer jeden w Polsce. Ale zostaje przecież jeszcze sprawa dymisji – skoro zarzuty są lipne, afery to tylko „sensacja”, a urzędnicy pracują ciężko, to czemu Tusk zdemolował dymisjami własny rząd? Tak bez powodu?
Wobec dokumentów, które otrzymał, zachował się moim zdaniem właściwie.
Ale te dokumenty to przecież właśnie z CBA i podsłuchów, więc jak?
Nie chcę wchodzić w szczegóły, mogę skomentować tylko bardzo ogólnie, nie było mnie w kraju, mam za małą wiedzę, mogę być nie obiektywny.
A jednak. Kto by pomyślał?
