Richard Henry Europejczyk
Tagi: Andrzej Lepper, Parlament Europejski, Ryszard Czarnecki, Samoobrona, Sejm
http://www.gover.pl/userfiles/publikacje/WP_110408_06-large.jpg
Czarnecki, polityk kameleon, postanowił wypowiedzieć się na blogu także w dniu, w którym nie miał nic do powiedzenia. Nie ma tematu, ale okazja do autokreacji zawsze się znajdzie. Ale jakiej autokreacji! Sami zobaczcie.
Notka blogowa z 23 października 2009 nie była długa, warto więc przytoczyć ją w całości:
Po czterech dniach spędzonych w Parlamencie Europejskim w Strasburgu – kilka godzin na Wiejskiej w Warszawie. Sesja i tu i tu, ale… jakże inna atmosfera. Tam pracowicie, ale spokojnie i raczej merytorycznie – tu polityczny ul, bitewny zgiełk, poselski rejwach. Tam tylko raz w tym tygodniu rezolucja potępiająca Berlusconiego (która w końcu i tak nie przeszła) rozpaliła do czerwoności salę plenarną – tutaj emocje sięgają zenitu codziennie, co godzinę, permanentnie. Tam – szacunek, nawet jeśli trochę udawany, dla oponenta, tu wrogość śmiertelna, atmosfera bij – zabij i kto – kogo. Tam nudniej. Tu – straszniej…
Co takiego stara się powiedzieć czytelnikom swojego bloga Ryszard Czarnecki? Że jest ponadto wszystko. Jest europosłem pełną gębą i zatracił już zdolność pojmowania sensu lokalnych, polskich, politycznych wojenek. Konserwatysta z PiS-u jest więc, jak widać, euroentuzjastą, czego byśmy o nim do niedawna raczej nie powiedzieli. Fascynuje go harmonia prac Parlamentu Europejskiego, razi go „polityczny ul, bitewny zgiełk, poselski rejwach”. Skąd taka wrażliwość obyczajowa Czarneckiego? Trudno powiedzieć.
Zapewne właśnie z uwagi na wrodzone zamiłowanie do wszystkiego co uporządkowane, spokojne i harmonijne, związał się przed pięcioma laty z Samoobroną (partią dla której harmonia to drugie imię), by wykorzystując marketingowe zaplecze tego ugrupowania dostać się do Parlamentu Europejskiego. Z tego samego zapewne powodu wszedł w 2005 roku w skład komitetu wspierającego Andrzeja Leppera (znanego obrońcę harmonii i spokoju w polityce) jako kandydata na prezydenta. To tylko wybrane elementy najnowszej historii politycznej Ryszarda Czarneckiego, obecnie europarlamentarzysty PiS-u.
Znając swój długi i skomplikowany życiorys polityczny, poseł Czarnecki powinien trzy razy zastanowić się, zanim zacznie mówić o polskim Sejmie z pozycji Europejczyka, któremu obce są realia politykowania w Polsce. Czy tego chce, czy nie, jest uosobieniem wszystkiego, co typowe dla polskiego parlamentaryzmu: nietrwałości struktur partyjnych, koniunkturalizmu i skłonności do niekończących się i często bezproduktywnych, politycznych walk na słowa. Jak widać nie pamięta euro Czarnecki, jak polskim Czarneckim był.
Rafał Garpiel

Ten Pan jest niezatapialny. Gdy czuje, że okręt tonie, już negocjuje z kapitanem innego okrętu. I tak wiedzie sobie spokojne życie, niegdyś parlamentarzysty, dziś już europarlamentarzysty. A jako że Polacy głosują raczej bezrefleksyjnie, zapewne to się nie zmieni aż do emerytury Richarda Henry’ego.
@ Atomizer: “…aż do emerytury Richarda Henry’ego”
proponuję uzupełnić o: …”wysokiej euroemerytury…
Nazwisko Czarneckiego kojarzy się ze słowami hymnu RPII, PRL i RPIII, bez ukraińskiej historii hetmana nieznanej ogółowi wyborców do europarlamentu i rodzimego sejmu.
Pozdrawiam