Kto z kim, czyli brzydkie smsy
Tagi: Adam Halber, Bóg, CBA, Mariusz Kamiński, Robert Kwaitkowski, sms
http://s.blomedia.pl/simblog.pl/2116/pw036.jpg
Co może łączyć „ludzi z Ordynackiej” z „ludźmi Kamińskiego”? Wbrew pozorom tak wiele, że skojarzenia nasuwają się same. A mimo to, ciekawsze pozostają różnice, dlatego to na nich się skupmy – tylko ostrożnie, bo obracamy się wokół tematów (CBA) i słów (na „ch”) drażliwych.
Ale zanim przejdziemy do meritum, najpierw coś na samo „h”. Nazwisko Halber stało się głośne, gdy w trakcie obrad komisji śledczej ds. afery Rywina Jan Rokita odczytał publicznie smsa, jakiego do Roberta Kwiatkowskiego (jeśli ktoś nie pamięta – skompromitowany prezes TVP w latach 1998-2004) wysłał w maju 2003 roku Adam Halber:
(…) Precz z siepactwem. Chwała nam i naszym kolegom. Chuje precz.
Kim był (jest) Halber? To, rzecz jasna, zależy. Można by bowiem powiedzieć, że byłym posłem (frakcja „Małe Piwo”), można też, że facetem występującym w „Wielkiej Grze” w roli eksperta muzycznego, można nawet, że ojcem basistki zespołu muzycznego o nazwie „Wy..bani w dobrej wierze”. I co najlepsze – to wszystko prawda. Ale nie bardzo dla nas istotna. Halber był (i jest?) bowiem przede wszystkim kolegą. Roberta Kwiatkowskiego, Włodzimierza Czarzastego i innych tuzów z Ordynackiej, „książąt życia”, którzy – najgorsze, że przez długi czas słusznie – założyli, że ten kraj należy do nich. A inni to ch… i precz z nimi. Oto idea spajająca liderów zbiorowej wyobraźni przełomu wieków, aktualnie – przynajmniej w teorii – na śmietniku historii.
Tymczasem mamy rok 2009 i rzecz pozornie się powtarza. Sms wysyłany – wiemy to dzięki relacji m.in. w „Dzienniku. Gazecie Prawnej” – pomiędzy pracownikami CBA w ostatnich dniach urzędowania w Biurze Mariusza Kamińskiego i jego ekipy brzmi:
Bóg z nami, chuj z nimi.
Prawie jak u Halbera. My vs. oni, struktura przeciwko światu zewnętrznemu, gdy my razem – kto nam skoczy? Wiadomo. Wszystko to jasne i oczywiste. Ale my mieliśmy się zająć różnicami:
(1) element spajający – w CBA Kamińskiego to siła wyższa, idea, Bóg. Coś, co przerasta samych uczestników struktury, „nas”. U Halbera? Chwała kolegom, bo są „naszymi” kolegami. Na „nas” świat się kończy.
(2) racja działania – jw.: dla jednych Bóg (czytaj: „sprawa”, a nawet – pozwólmy sobie na więcej – Polska bez korupcji, bo tego – możemy domniemywać i rekonstruować, chciałby Bóg), dla drugich interes własnej grupy.
(3) z jakim przestajesz.. – nie ma się co oszukiwać: gdyby nie słowo na „ch”, nikt nie zwróciłby uwagi na omawiane tu smsy. Pozbądźmy się więc na chwilę pruderii i skupmy się – jakkolwiek by to nie brzmiało – na „ch…”. Halber tym słowem nazywa swoich przeciwników, obraża wprost, ordynarnie, po chamsku. Znajduje właściwy termin dla wszystkich, którzy ośmielają się przeszkadzać kolegom. A CBA? Paradoksalnie – nie obraża i nie wyzywa nikogo w brutalny sposób, choć mogłoby się tak wydawać. Agenci stosują tylko figurę retoryczną: skoro „ch.. z nimi”, to – przynajmniej literalnie – oni nie ch… . Mimo wszystko, ludzie Kamińskiego znają chyba granicę. Miło.
Że to dzielenie włosa na troje? No pewnie! Nie różnice, tylko jakieś ledwo wyczuwalne subtelności? Być może. Ale czasem to właśnie o nie chodzi. Jak mówił Vincent Vega:
You know what the funniest thing about Europe is? It’s the little differences.
A my – przecież – jesteśmy w Europie.
